To, o czym nie mówimy, jest najważniejsze
niedziela, 31 stycznia 2010
Zaskoczona przez życie

Zwykle spodziewamy się najgorszego. Tak nas uczą od najmłodszych lat, wkładając nam w główki cały zestaw tekstów zaczynających się słowami: "Uważaj, bo...". Nic więc dziwnego, że kiedy szłam dziś chodnikiem wzdłuż kamienic i nagle usłyszałam odgłos kruszącego się gdzieś nade mną lodu, moim pierwszym odruchem było zasłonięcie się i skulenie jak przed bombardowaniem- żeby nie dostać w głowę wodą, która postanowiła radośnie zmienić postać na stan stały.

Zwykle spodziewamy się najgorszego. I właśnie dlatego życie potrafi nas czasami pozytywnie rozczarować w naszych pesymistycznych oczekiwaniach. Jak mnie wczoraj. A jak? Poczytajcie...

Siedzieliśmy z MC. i z D. w pubie prowadząc dyskusje na tematy różne, o różnym poziomie wyrafinowania i błyskotliwości, kiedy nagle zauważyłam, że do naszego stolika zbliża się chłopak. Trzymał w ręce czerwoną różę.
"Pewnie to jeden z tych gości, co chodzą po lokalach i sprzedają parom kwiaty po cenach delikatnie mówiąc zawyżonych"- pomyślałam przelotnie zerkając na chłopaka kątem oka.
Chłopak podszedł do mnie i wyciągnął różę w moją stronę:
- This is for you- powiedział.
- What?- spytałam mało inteligentnie, całkowicie zaskoczona.
- This is for you. It's a gift.
- Well, thank you- jak zwykle nic błyskotliwego mi nie przyszło w tej chwili do głowy.
- Just keep it. It's a gift.
Położył przede mną kwiatka, po czym odwrócił się i wyszedł.

Życie postanowiło mnie zaskoczyć i pokazać, że mimo to, że zwykle spodziewamy się mniej pozytywnych doświadczeń, to jednak czasami może nam się przytrafić coś pozytywnego, tak po prostu...

Jak widać, czasem można dostać różę, zamiast lodem w łeb ;]

piątek, 29 stycznia 2010
Życie na kredyt

Mam dziś do zrobienia całą masę rzeczy, które wczoraj beztrosko odłożyłam na Jutro.
I przedwczoraj.
I przed-przedwczoraj.
I właściwie codziennie przez ostatni miesiąc.

Już wiem, czemu Jutro jest najpracowitszym dniem tygodnia :-)

Mam wrażenie, że przekładając wszystko na Jutro, biorę sobie kredyt czasu na Dziś.
Niestety, wszystkie kredyty trzeba kiedyś spłacić...
Może... jutro? ;]

Eh, ciężko jest żyć na bieżąco...
czwartek, 28 stycznia 2010
Plan na życie

"Odkryłam ostatnio, że moim hobby jest szturchanie rzeczy patykiem, tylko nie wiem, jak można na tym zarobić, więc chodzę do szkoły."

Tak napisała M. w swoim zadaniu domowym, które miało być w formie pamiętnika.

Ona mnie czasami zadziwia :-)

Rośnie nowy talent literacki pod tym dachem...

Będę mieć konkurencję...

No, chyba, że M. odkryje wcześniej, jak można zarobić na szturchaniu rzeczy patykiem ;D

sobota, 12 grudnia 2009
Szybka obserwacja spod prysznica

W łazience stoi 9 szamponów i 7 past do zębów- wszystkie w użytku. Na 4 mieszkające tu osoby...

Moja rodzina ma jakiś postkomunistyczny syndrom kupowania wszystkiego w nadmiarze.

czwartek, 12 listopada 2009
Alternatywa dla sprzątania

M. wpadła w popłoch w związku z wizytą znajomych i zaczęła doprowadzać swój pokój- przypominający magazyn/graciarnię- do stanu przypominającego normalny.

Ja: M., ty sprzątasz! Normalnie zaskakujesz mnie czasem.
M: Wcale nie sprzątam. Ja tylko upycham po szafkach.
wtorek, 10 listopada 2009
Stojąc w miejscu

Moja niewiara w siebie osiągnęła dziś taki poziom, że zakrawa to prawie na ateizm.

Bo dziś, jak grom z ciemnego i coraz bardziej ciemniejącego nade mną chwilowo nieba, trafiła we mnie taka myśl, że w pewnych aspektach życia zupełnie w siebie nie wierzę. I że pewnych rzeczy nie robię, bo się boję, bo mam w głowie setki scenariuszy, które kończą się moją klęską i ten  absurdalny strach wyolbrzymiam jeszcze bardziej paraliżując wszelką motywację do działania. Przez co nie mogę zrobić kroku na przód.

I ten strach mnie frustruje. I tak, wiem, to jest bardzo ludzkie, przeraźliwie ludzkie- tak ludzkie, że aż mnie to wkurwia.

Jestem chwilowo w emocjonalnej czarnej dupie i przechodzę jakiś zapóźniony chwilowy kryzys.

A w moim pokoju mieszka żółw, który pływa na wstecznym częściej niż na przód. On chyba też ma problemy z robieniem kroków na przód.

poniedziałek, 26 października 2009
Argument koronny

T. się ze mnie nabija, że oglądam seriale medyczne.

Ja: Bo ty nic nie rozumiesz. Ja to oglądam niejako z obowiązku- w końcu to wszystko są seriale branżowe. Założę się, że jakby leciał jakiś serial o listonoszach, to też byś oglądał.
T.: Nie oglądałbym.
Ja: No... ale jakby to był serial o amerykańskich listonoszach, to byś oglądał.
T.: Też bym nie oglądał.
Ja: (milczenie połączone z wymyślaniem kolejnego argumentu) Za to ty oglądasz telezakupy Mango!

1:1 :-)
czwartek, 22 października 2009
Biały-kozaczek.pl

Powód, dla którego (jak wspomniałam) nie zaszczycę swoją osobą podwojów mojej szlachetnej alma mater, to biały kozaczek. Jeden, więc nie kwalifikuję się na stronę zawierającą galerię galerianek.

Kozaczek jest pojedynczy, waży ze 3 kg i jest z gipsu :-) I nie ma obcasa ;D

Zatem przez najbliższy czas będę się totalnie opieprzać czytając zalegające i czekające na mnie z utęsknieniem książki oraz kombinując, jak tu z gipsem po kolano jednak nie zrezygnować z lotu do Norwegii :-)

Na czarnej liście

Ogólnie mam polew, bo Plusiki ewidentnie mnie nie lubią. Bo ostatnio na zajęciach wpisałam na listę osoby, których formalnie rzecz biorąc być na liście nie powinno. I one- tchnięte duchem sprawiedliwości- tuż po zajęciach wyleciały jak strzała, żeby- jak dzieci w przedszkolu- naskarżyć pani mgr S., że niedobra Iduna popełniła przestępstwo. A kiedy wywaliły tekstem: "Bo ta dziewczyna wpisała ple, ple, ple...", mgr S., która to jest normalna, z wielką dawką ironii spytała: "Poważnie?!", po czym się obróciła i poszła w swoją stronę pokazując tym samym, ile ją ten fakt obchodzi. Mina Plusików (jak sądzę- bo scenę znam z przekazu kumpeli)- bezcenna :-)

A dzisiejszy referat zaskoczył nawet mnie samą :-) Napisałam go w dwie godziny przed zajęciami po trzech godzinach snu, po czym go wygłosiłam, ale sama do końca nie jestem pewna, o czym właściwie mówiłam. W każdym razie dr D. słuchała, słuchała i słuchała, a jak skończyła słuchać, to się zachwyciła, że tak pięknie zreferowałam taki trudny temat, a na koniec stwierdziła, że powinnam zostać na wydziale pracownikiem naukowym, i że jak ona przejdzie na emeryturę, to powinnam zająć jej miejsce. Polew :-) A Plusików mało szlag nie trafił :D

I tyle o uczelni na ten tydzień- i jak sądzę, na 2 najbliższe również, bo przez ten czas raczej tam nie zawitam. A dlaczego? O tym w kolejnym wpisie będzie :-)
wtorek, 20 października 2009
Filozoficznie

Piszę referat, więc naturalnie musiałam sobie zrobić przerwę (setną w tej godzinie, a jakże) i taka mnie refleksja naszła, że jeszcze kilka referatów i mój blog będzie pełen nowych wpisów :-) A przed sesją to chyba zacznę jakieś rekordy bić :D

Zasadniczo to nawet nie jest referat, tylko konspekt mojej Wielkiej Improwizacji- czyli czegoś, co mam jutro wygłosić na seminarce przed bandą Plusików. I mam taki wdzięczny temat o wpływie myśli filozoficznej na istnienie modeli i koncepcji zdrowia. Bardzo chciałabym rozumieć, o czym jutro będę mówić.

D. wczoraj stwierdziła, że cokolwiek nie powiem, to i tak będzie ok, bo poziom naszej grupy jest tak żenująco niski, że i tak gorzej być nie może, więc nie powinno nam to robić różnicy. I nie robi :-)

Póki co nie mam pojęcia, jaki jest wpływ myśli filozoficznej na te wszystkie mądre teorie, ale na mnie wpływa rzygogennie.

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 14